Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie. Chciałem żyć pełnią życia i wyssać z niego całą konsystencję. Wykorzenić wszystko co nie jest życiem bym w chwili śmierci nie odkrył, że nie żyłem
środa, 26 lutego 2014
Dzisiaj chcę się pochwalić moim ostatnim wypiekiem kulinarnym. Znudzona ciężkimi i tłustymi masami, postanowiłam zrobić coś lekkiego, puszystego i owocowego. Krem jest zrobiony z bitej śmietany, serka mascarpone i żelatyny. Na górę dałam brzoskwinie i galaretki, a warstwy przesmarowałam kwaśnymi powidłami. Tort ten, jak każdy inny kosztował mnie masę nerwów, a to z racji biszkopta którego piec nie umiem! Wypróbowałyśmy z moją mamą wieeele przepisów, ale średnio wychodzi nam 1/10. Do tego torta piekłam 2 biszkopty, pierwszy nie urósł nawet na milimetr, ale że był upieczony to go zachowałam w razie W. Drugi pieczony z innego przepisu wyrósł pięknie- przerósł tortownicę, nawet zdjęcie zrobiłam na pamiątkę. Chcąc się zabezpieczyć przed jego 'opadnięciem' upuściłam go z wysokości 50cm i w tym momencie moja wiktoria dobiegła końca. Biszkopt momentalnie opadł pozostawiając po sobie przebrzydły zakalec, patrzeć na to nie mogłam. Okazało się, że zakalec jest tylko na środku, więc go wycięłam, to co zostało umieściłam na górze tortu, co sprawiło, że tort przyjął formę spodka z meniskiem wklęsłym. Obciapałam kremem, dodałam to i owo i nawet zaczął jakoś wyglądać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wygląda pięknie :)
OdpowiedzUsuń... ale to upuszczenie z wysokości 50cm nie było dobrym pomysłem ! Biszkopt jest specyficznym i dosyć trudnym wypiekiem, a po jego upieczeniu aż do całkowitego wystygnięcia nie powinno się go dotykać :P
Pozdrawiam
atysmakujmnie.blogspot.com
Dziękuję za dobrą radę: ) Ostatnim razem jak robiłam z tego samego przepisu i też go rzuciłam, to nie opadł! : ) Widocznie to był tylko jednorazowy przypadek i klątwa nieudanego biszkoptu będzie wisieć nade mną jeszcze długo : P
OdpowiedzUsuń